czwartek, 30 czerwca 2016

Czego my się boimy?

 Ok, włożyłem koszulkę i teraz mogę coś skrobnąć przed meczem. A tak na poważnie przed tak ważnym meczem z kibicowskiego punktu widzenia wypadałoby napisać coś więcej. Tego mogę już nie ujrzeć nigdy w życiu. Mecz o awans do strefy medalowej. To brzmi pięknie. Przynajmniej dla mnie.


 Najpierw po meczowemu, później pojeździmy po terenach pozameczowych. Tak, dwuznacznie.

 Portugalczycy swoje trzy pierwsze mecze zagrali po prostu słabo. Nie stonowanie, nie oszczędzając się. Tylko słabo. Z Chorwacją podobnie jak u nas ze Szwajcarią był spory fart. Zadecydował jeden rzut wolny pod ich polem karnym. Trener Fernando Santos bardzo rotuje składem. Raz po raz wyrzuca z niego różnych zawodników. Często ważnych, niemalże podstawowych. W większości meczów trzyma skrzydłowego Quaresmę na ławce, nie daje mu wielu szans na boisku. Do tego uważa, że nasza kadra to zawodnicy z Bundesligi, perfekcyjnie przez niego rozpracowani. Ronaldo nie jest w gazie. Najważniejsze zagrożenia stanowią boki i wrzutki na Naniego, ewentualnie CR7. Rui Patricio jest klasowy, ale często niepewny w interwencjach. Czego my się boimy?

 Portugalia jest drużyną grającą technicznie. To prawda. To nie jest żaden ze znanych nam z dotychczasowych meczów styl gry. Coś dość nieznanego. Ale czemu musimy ich stawiać w lepszej sytuacji? Myślę, że nie trzeba wiele godzin zastanawiania się, by napisać że nasza reprezentacja gra od nich we Francji lepiej. Historię spotkań mamy bogatą i dość dobrą, pamiętając zwycięstwo w Chorzowie (piękne, chyba moje najpiękniejsze wspomnienie piłkarskie dzieciństwa związane z reprezentacją). Ze sobą zabraliśmy wspaniałych kibiców, po raz pierwszy od lat tak wierzących w reprezentacją. Ponawiam pytanie : Czego my się boimy?

 Mamy świetnego trenera, który każdą decyzję podejmuję z odpowiednim zastanowieniem, refleksem i spokojem. Mamy w składzie świetnego bramkarza, który ratował nas przed niejednym zagrożeniem, dwójkę charyzmatycznych bocznych obrońców świetnie wyprowadzających piłkę i równie dobrze cofających do defensywy, środkowych obrońców, których nagle zapragnął świat, bo przepuszczają niewielką (mało powiedziane) liczbę akcji czy piłek zagrywanych w "szesnastkę". Mamy świetnie pracujących pomocników : dwóch, którzy przesuwają akcję do przodu i dwóch kolejnych świetnie rozprowadzających akcje skrzydłami - często kończące się pięknymi bramkami - i w końcu napastników, których boi się cała Europa, może nieskutecznych jak na razie w tym turnieju (choć wierzę że jeszcze będzie im dane wystrzelić z formą), ale za to robiących niesamowite rzeczy, gdy cofną się do tyłu. Kończąc już te rozważania : mamy zespół, kolektyw który jest w stanie walczyć z każdym. Zażarcie, do końca. Ustrzelę hattricka : CZEGO my się boimy?

 

   I w zasadzie po co? Przecież osiągnęliśmy cel jaki wielu sobie wymyśliło : ćwierćfinał. Na to przed turniejem było stać nasze wyobraźnie. Teraz na nic nie musi je już być stać. Teraz już tylko może... stać się niewyobrażalne.

 Pozostaje mi jeszcze odnieść się do ostatnich bardzo interesujących opinii niektórych kibiców. Wypunktuję je w 3 etapach. Pierwszy - Pazdanomania. Nazwałem ją roboczo, zapewne niezwykle się nie rozwinie. Już jest w sporych rozmiarach. Golenie się na łyso, prowokowanie Ronaldo na serwisach społecznościowych czy te wszystkie memy i wpisy promujące jego nazwisko - przyglądam się temu z daleka i twierdzę, że to nic nadzwyczajnego. Niektóre sprawy mi się podobają, niektóre uważam za dziwne, inne za szalone. Ale to w sumie fajne. Fajnie, że w Polsce zaczęliśmy dostrzegać grę takich piłkarzy. Wcześniej choćby ktoś zagrał genialny mecz często był niezauważany czy niedoceniany. Teraz jest nawet odwrotnie. Ale to nic złego. Zło to drugi i trzeci etap. Mówieni o baloniku. Balonik odleciał. Napisałem tekst do gazetki, w której jestem redaktorem i właśnie tego chciałem. Tymczasem są osoby, które twierdzą że jeszcze ma co pęknąć. Mam radę : włóżcie okulary. W tej fazie turnieju, z tą drużyną i tymi wynikami wszystko wygląda inaczej. Na deser zostawiłem sobie fanów Cristiano Ronaldo. Nic do nich nie mam. W końcu to świetny zawodnik, fani powinni go doceniać i to robią. Jest garstka ich (być może więcej niż garstka?), która będzie go dziś dopingować zamiast Polski. I mówię im OK, róbta co chceta. Wszystko super. Nie wiem po co, bo piłce klubowej dość daleko do reprezentacyjnej, Ronaldo gra dla reprezentacji swojego kraju, a nie Realu Madryt. Ale ok. Stańcie dziś w koszulce Realu lub Portugalii (zapewne niedawno kupionej) i ... odśpiewajcie hymn. W końcu to chyba najbardziej identyfikująca się z każdą drużyną sprawa. Ja będę fałszował "Mazurkiem". I mam nadzieję, że Wy też :)