sobota, 3 czerwca 2017

Stefan Szczepłek : Wielkie firmy nie rdzewieją



Mistrz dziennikarskiego pióra. Niemal wszystko, co napisze o piłce, zamienia w złoto. Podobnie jak z tym, co o niej mówi. Od niedawna co roku dostępuję zaszczytu rozmawiania z nim parę, paręnaście lub parędziesiąt minut na tematy mniej, lub bardziej związane z futbolem. Łapię chwilę, bo takie okazje nie trafiają się zbyt często. Raz rozmawiałem z nim przez całą godzinę, podczas Targów Książki w Krakowie, a słowa płynęły, jak chciały. To była zapewne jedna z ciekawszych dyskusji w moim dotychczasowym życiu. Nagrałem ją, ale jak się okazało, po niecałych pięciu minutach dźwięk z odtwarzanego przez mnie pliku wyparował. Ale to nieważne. Bo w zasadzie każdy dialog z Panem Stefanem Szczepłkiem to historia, którą się przede wszystkim pamięta.
Znalezione obrazy dla zapytania stefan szczepłek



Jakub Balcerski : Zapytam o sprawę chyba najbardziej determinującą świat futbolu ostatnimi czasy - finał Ligi Mistrzów. Dla Pana to finał marzeń, czy zamieniłby Pan Real lub Juve na kogoś innego?


Stefan Szczepłek : I Juventus i Real znalazły się w nim zasłużenie - są to najlepsze drużyny z grona kilkunastu przodujących w Europie. W tym roku też, szczególnie Juve, bo Real jest w tym miejscu praktycznie co roku. Nie ma tu żadnego przypadku. Jeśli następne pytanie zadałby mi Pan o wynik to i tak uprzedzę : lubię obie drużyny, ale wychowałem się na Królewskich z czasów gdy jeszcze nikt go nie widział, bo to były czasy radia. Od tamtej pory ich lubię, ale tym razem życzyłbym zwycięstwa Włochom. Nie tylko dlatego, że Juve to pierwszy włoski klub, który polubiłem, ale przede wszystkim ze względu na Gianluigiego Buffona. To niesamowity bramkarz i z tego co wiem także fantastyczny człowiek. Po prostu życzę mu by do swojej kolekcji trofeów dołożył także puchar Ligi Mistrzów. Tylko o to chodzi. Jest mistrzem świata, poza Champions League wygrał wszystko. Byłem 2 lata temu w Berlinie gdy przegrywał finał z Barceloną. Było mi go żal, bo jak się ma 40 lat i przegrywa taki mecz to można pomyśleć, że przegrało się ostatnią szansę w życiu. I teraz znów jednak przed nią stanie, więc dla sportowca w tym wieku to coś fantastycznego. To już wykracza poza sport, to opowieść o życiu - starym człowieku, który wciąż walczy o swoje szanse i je zdobywa. Można by o nim napisać książkę pod kątem nie dokonań bramkarskich, a właśnie o życiu. I to jest ciekawe.


JB : On sam napisał autobiografię “Numer 1”, która jest z resztą świetna i wiele można się z niej dowiedzieć. Choćby, że w przeszłości Buffon był tifosi Parmy, w której grał, czego do końca nie potrafiłem sobie wcześniej wyobrazić. 

SS : Tak, tam co prawda pewnie każdy był swego czasu tifosi, ale rzeczywiście. On ma naprawdę piękny, jeszcze piękniejszy by był okraszony zdobyciem Ligi Mistrzów. No, ale z drugiej strony - wygra i co? Zakończy karierę? Może zakończyć, ale przecież to bramkarz. On może wciąż grać i grać, przecież Dino Zoff zdobywając Mistrzostwo Świata kończył “40”.


JB : Zatem ciągnąc wątek Buffona - zastanawiam się czy w przypadku faktycznego zwycięstwa w finale nad Realem jest możliwe by zdobył Złotą Piłkę? Ja też jestem zwolennikiem teorii, że w dobie wielkiej komercjalizacji futbolu jedynymi kandydatami do jej otrzymania pozostawali Messi i Ronaldo, a “ten trzeci” był pomijany, ale w przypadku Gigiego pojawia się wątpliwość, czy on ich w tym roku nie jest w stanie wygryźć?

SS : Ja bym chciał. Myślę, że to byłoby realne, bo co by nie mówić w ostatnich latach wyniki w Lidze Mistrzów często przesądzają o rozstrzygnięciu tego plebiscytu. Nie Mistrzostw Europy, czy Mundialu. Nie chcę powiedzieć, że to jest sterowane, ale w samej podświadomości wyborców czyli po zmianie zasad w większości dziennikarzy one dominują. Inne turnieje są jednak rozgrywane co dwa czy cztery lata, a Champions League jest rok w rok i my ciągle obcujemy z tymi piłkarzami, których nazwiska się często powtarzają. On miałby szanse, tylko że w 61-letniej historii Ligi Mistrzów zaledwie jeden bramkarz był uhonorowany Złotą Piłką i był to Lew Jaszyn. To zamierzchła przeszłość, prawie pół wieku temu. Bramkarz jest jednak wielką postacią każdego zespołu i byłoby to cudowne, gdyby Buffonowi mogła ona przypaść.


JB : Z resztą w ogóle w Złotej Piłce ostatnio dominują napastnicy, rzadziej inne pozycje…

SS : Zdarzają się inne nominacje, na które często wpływały takie spektakularne gesty - jak choćby Cannavaro gdy był kapitanem reprezentacji Włoch zdobywającej miał od razu parę punktów na start za podniesienie pucharu, bo to bardzo zapadło w pamięć wybierającym. 


Znalezione obrazy dla zapytania stefan szczepłek 


JB : Spytam o jeszcze jednego zawodnika Starej Damy, Paulo Dybalę. W internecie coraz popularniejszy staje się dybalizm, który pobudza fakt w jaki sposób prezentuje się Argentyńczyk. Wyraźnie odróżnia się od innych piłkarzy na boisku. Gdyby zdobył Ligę Mistrzów wszedłby wreszcie na ten najwyższy światowy poziom (Neymara, Ronaldo i Messiego) czy jeszcze nieco mu do tego zabraknie i pozostanie kimś trochę z tyłu?

SS : Tego nie wiem. Myślę jednak, że jego talent jest trochę mniejszy niż tych wspomnianych w pytaniu. To jest świetny piłkarz, bardzo drobny jak na Serie A, ale wydaje mi się że nie i będzie być może przez lata bardzo dobrym zawodnikiem. Ale nie genialnym. Nie widuję go jednak co tydzień, a tylko raz na jakiś czas, więc raz się nim zachwycę, a za drugim razem zapytam co ludzie w nim widzą. Ale mam prawo do takiej oceny, bo za mało o nim wiem. Buduję swoją opinię na podstawie paru meczów - lepszych, gorszych, ale to nie wystarczająco dużo żeby się mądrzyć. Pan pewnie przyjdzie do mnie za 5 lat z tymi samymi pytaniami i powie : “Ale w sprawie Dybali to Pan się mylił, bo on jest najlepszy na świecie”. Jednak wydaje mi się, że tak nie będzie.


JB : Przejdźmy do kwestii Ronaldo. Ja mam takie wrażenie, że jego się w tym momencie trochę przecenia. Robi swoją robotę, strzela gole nawet w tych najważniejszych meczach, ponad 20 w niemalże każdym sezonie. Może i one nie zawsze są jakiejś niezwykłej urody, ale spełnia swoje zadania. A ludzie nie patrzą na to w ten sposób. To może być znak wieku czy ciągłej pogoni za tym by był jeszcze lepszy?

SS : Ciekawie Pan stawia sprawę, więc nie mogę odpowiedzieć jednym zdaniem. Cristiano Ronaldo będzie miał za chwilę 33 lata. Jak na napastnika to już gracz powoli odchodzący. Ale faktycznie wciąż jest w świetnej formie i robi to, co do niego należy. Przy tym robi to świetnie, często zapewniając klubowi czy reprezentacji kluczowe zwycięstwa prowadzące do zdobywania trofeów. To jest tak jak u nas z Lewandowskim. Wiara 90% Polaków co do reprezentacji opiera się właśnie na nim. Przychodzimy, bo na pewno coś strzeli i tak się dzieje. Tak samo jest z Portugalczykiem. Opinie na jego temat biorą się też zapewne z faktu, że on jest powiedzmy sobie szczerze - średnio lubiany. Bo oprócz takich gestów, które wykonuje przy akcjach charytatywnych i mam nadzieję, że przede wszystkim z potrzeby własnego serca, choć i własnego PR-u, to on jest taki obcesowy. Wszystko robi z pewnym wyrachowaniem. Pamiętam scenę z meczu praktycznie otwierającego Stadion Narodowy, gdzie aktualnie się znajdujemy. Zremisowaliśmy 0-0 z Portugalią na 100 dni przed Euro, praktycznie w meczu przyjaźni. Każdy stawał w mixed zonie i rozmawiał z dziennikarzami bez większego problemu, ale myśmy czekali na niego. Ronaldo wyszedł ze słuchawkami na uszach i dwoma gorylami obok, a na nas nawet nie spojrzał. I poszedł. Zakładam, że nie zrobił tego bo nie lubi polskich dziennikarzy tylko dlatego, że taki ma charakter. 




JB : Ja mam wrażenie, że Cristiano Ronaldo ma tak przy meczach, w których nie zdobywa goli. Podobnie jest z Gigim Buffonem, do którego książki jeszcze raz nawiążę, bo opisał w niej, że jego na przykład w odróżnieniu od innych piłkarzy wynik 0-0 bardzo cieszy. Nie wpuszcza bramki, bo gdyby tak się stało to ten humor będzie już prawdopodobnie zupełnie odwrotny.

SS : Tak, to bardzo prawdopodobne. To dobrze świadczyłoby o jego ambicji - jestem niezadowolony bo nie strzeliłem gola. Ale on to wszystko przekazuje w formie, która trochę od niego odstrasza. Ona nie zyskuje aprobaty kibiców czy dziennikarzy. Mnie opowiadał Jurek Dudek, który grał z nim w Realu, że owszem ma niezwykłą klasę piłkarską, ale zrobił też fajne zestawienie - w początkowym okresie jego pobytu w Madrycie w klubie grał Kaka, a więc też legenda z pięknymi osiągnięciami i doświadczeniem. Lubili go wszyscy, z wyłączeniem Ronaldo. 




"Zremisowaliśmy 0-0 z Portugalią na 100 dni przed Euro, praktycznie w meczu przyjaźni. Każdy stawał w mixed zonie i rozmawiał z dziennikarzami bez większego problemu, ale myśmy czekali na niego. Ronaldo wyszedł ze słuchawkami na uszach i dwoma gorylami obok, a na nas nawet nie spojrzał."




JB : Po przeczytaniu książki Guillem'a Balague o nim mam takie wrażenie że jakbyśmy zebrali wszystkich ludzi zaangażowanych w organizację Warszawskich Targów Książki to może uzyskalibyśmy rozmiar ekipy odpowiedzialnej za wizerunek Ronaldo, jego PR-owców. Obecnie ludzie coraz bardziej zwracają uwagę na wygląd piłkarza w zwyczajnym świecie, a wcześniej chyba tak nie było . Zdecydowanie bardziej doceniali dokonania boiskowe, one wyznaczały granicę. W przypadku Messiego też teraz tak jest. Kiedyś przeczytałem wywiad na portalu Weszło! z wolontariuszem, który był na Igrzyskach w Rio oraz na Super Meczu w Gdańsku, gdy przyjechała Barcelona i on opowiadał o tym, że Argentyńczyk krzywo patrzył nawet na zrobienie sobie jednego zdjęcia z dziećmi. Takie zdarzenia też chyba potrafią nieco nadszarpnąć ich obraz widziany przez fanów...

SS : Każda taka sytuacja na pewno na to wpływa. Właśnie w takich spotkaniach osobistych ludzie bardzo znani, których oglądamy w telewizji i rzadko mamy okazję poznać okazują się ludźmi zupełnie innymi. Tego przypadku z Messim nie znałem, ale wiarygodny kolega - też dziennikarz opowiadał mi o sytuacji, gdy Jose Mourinho przyjechał z FC Porto na mecz z Polonią Warszawa, który wtedy odbywał się w Płocku. Eliminacje do Pucharu UEFA. On już wtedy był znany, jeszcze niejako wielki trener, ale był rozpoznawalny. Miał prawo mieć swoje fochy, ale on podobno stał w mixed zonie do ostatniego polskiego dziennikarza. Zachował się super profesjonalnie. A jak się patrzy na to, co robi teraz to widać zupełnie inną twarz. I to jest właśnie cały Mourinho. Stracił poparcie milionów ludzi dzięki choćby zachowaniu w stosunku do Tito Vilanovy, czy paru wypowiedziom, ale też zyskał poparcie wielu myślących jak on. Powiedziałbym, że działa trochę na użytek publiczny, czasem wbrew swojemu charakterowi. Byleby tylko coś zdobyć. Zalicza się do ludzi, których kocha zamknięty krąg osób uwielbiający takie zachowania jak obrażanie, zupełną niekulturalność. On im się podoba właśnie za to. Wracając do historii, to ja o nim przeczytałem parę książek i mimo, że podchodzę do nich z dystansem bo wiemy po co i jak mogły powstać, ale podobno gdy nie ma przy Mourinho kamer, on się staje wzorowym ojcem i mężem. Mówiąc o Cristiano Ronaldo, można stwierdzić, że on już się w sumie powinien ożenić. Czasem myślę o nim, jak o dużym dziecku, które nie wie co ma zrobić z tymi swoimi milionami euro. 

JB : Zadając ostatnie pytanie o piłkę, ten sezon przyniósł nam wiele pięknych meczów i starć pomiędzy drużynami powiązanymi historycznie. Była nawet szansa by w Superpucharze Europy obejrzeć mecz Realu z Ajaxem. Historia piłki trochę zatacza koło...

SS : Powiem tak - wielkie firmy nie rdzewieją. Są takie, których już nie ma. To może nie współgrać w konstrukcji gramatycznej, ale taka jest prawda. Te prawdziwie wielkie kluby z stabilnymi i mocnymi korzeniami wcześniej czy później się odradzają. Ja się w pewnym sensie też cieszę, bo to częściowo powrót do mojej młodości. Ja się wychowywałem na Realu, bo Barcelony jeszcze wtedy praktycznie ni było. Na pewno nie tak wielkiej. Na Manchesterze, Liverpoolu, Juventusie czy właśnie Ajaxie. I to jest to. 

JB : Dopytam jeszcze o jedną niedającą mi spokoju sprawę. Kiedyś w wywiadzie, też na Targach Książki, ale tych w Krakowie powiedział mi Pan, że chciałby się zająć książką o szczegółach w futbolu, tle rozgrywek czy jego ubarwieniu jak rekwizyty w postaci strojów, ciekawostek. Plan upadł czy nadal myśli Pan o czymś podobnym?

SS : Wie Pan, planów to ja mam dużo. Ale zastanawiam się ile osób to kupi? Bo jednak takich osób jak ja nie ma dużo. Pomysłów tego typu mam więcej, ale obawiam się, że gdybym pisał taką książkę to sprawiałbym przyjemność tylko sobie i być może kupiło by to tylko kilkanaście takich wariatów jak ja. Ale dla nich warto żyć. 


Znalezione obrazy dla zapytania stefan szczepłek 

 

środa, 29 marca 2017

Stefan Szymański i Simon Kuper : "Futbonomia ma pomóc inaczej zrozumieć futbol"

 Nieco ponad miesiąc temu miałem okazję udać się na być może jeden z ważniejszych wywiadów w swoim życiu. Polskę odwiedzili autorzy "Futbonomii" - jednej z najważniejszych dotąd powstałych książek o piłce nożnej, a ja mogłem z nimi porozmawiać. Stefan Szymański i Simon Kuper okazali się naprawdę świetnymi ludźmi, a efektem spędzonych razem 20 minut jest poniższy wywiad. 

Znalezione obrazy dla zapytania stefan szymański i simon kuper 
(fot. instagram.com/ksiazkisportowe)

Jakub Balcerski : Wiele osób, które przeczytało "Futbonomię" prawdopodobnie musiało zmienić sposób myślenia o futbolu. A jak Wy teraz rozumiecie piłkę nożną, po napisaniu tej książki? 

Stefan Szymański : Obecnie w sporcie coraz ważniejsze stają się dane, które służą do zrozumienia o co chodzi w rozgrywce. Pisząc naszą książkę inspirowaliśmy się przede wszystkim "Moneyball", traktującą o podobnych mechanizmach tyle że w baseballu. To funkcjonuje podobnie w piłce i wiele osób opisuje w taki sposób także inne dyscypliny. Coś co zmienia się dynamicznie w całym sporcie to to, że przechodzi w bardziej techniczny, matematyczny i to tworzy miejsce dla ludzi jak my chcących to analizować.

Simon Kuper : Kiedy zaczęliśmy pisać "Futbonomię" piłka była trochę głupia. Kluby podejmowały głupie decyzje, jak kupowanie piłkarza tylko dla tego, że strzelał na jednym turnieju. Teraz, tak jak powiedział Stefan jest zdominowany przez różnego rodzaju analizy, staje się bardziej inteligentny. 

JB : Nie myślicie, że teraz sam futbol przybliża ludzi do tła spotkań? Firmy jak Opta Sports zakładają profile na portalach społecznościowych i wypisują ciekawe statystyki na Twitterze, czy nawet telewizje stawiają na analizy w przed i pomeczowych studiach...

SS : Myślę, że nie tylko w telewizji. Ale ludzie, którzy interesują się piłką kiedy oglądają ją, zawsze starają się wtedy też analizować. Zawsze próbują zrozumieć, co się dzieje. Wcześniej po prostu nie mieli do końca, jak tego zrobić. Dziś jest to o wiele prostsze. Wszelki rozwój technologiczny choćby mediów daje nam teraz szansę na poznanie danych, które mimo wszystko wcześniej nie były nam konieczne. Więc w pewnym sensie ludzie są teraz mądrzejsi, mają szerszą gamę możliwości śledzenia wydarzeń sportowych. To w ogóle bardzo dobry czas dla ludzi zainteresowanych sportem. 

JB : Czy fani mogą wkrótce stać się mądrzejsi od "ekspertów"?

SK : Wydaje mi się, że powoli przestają być cierpliwi względem głupich ekspertów. Przestają tolerować byłych zawodników w studiach telewizyjnych, którzy nie mają nic do powiedzenia. Miałem do czynienia z takim, który miał w zanadrzu Złotą Piłkę, ale w studiu kompletnie nie śledził meczu, o którym później miał mówić. Zamiast patrzenia na Real Madryt wybrał grę w karty na swoim iPadzie. Spoglądał tylko na ostatnie 5 minut, by potem wyrzucać z siebie kompletnie bezużyteczne opinie. Ktoś kto ogląda mecz w domu zazwyczaj rozumie zdecydowanie więcej niż oni, wygląda na to że ich czas dobiega końca.

JB : Porozmawiajmy o samej piłce. Czy fenomen Leicester jest dla was w jakikolwiek sposób wytlumaczalny, zagłębiając się w jego detale można dostrzec jakieś ekonomiczne przyczyny czy to po prostu romantyczna historia? 

SS : To oczywiście w większości sprawka wykorzystania przez nich szczęścia, przypadku jaki akurat sprezentował im los czego tak czy tak powinniśmy im gratulować. Jednakże kluby, z którymi zazwyczaj rywalizuje się o tytuł miały wyjątkowo kiepski sezon, liczba punktów które zdobywali mistrzowie na przestrzeni ostatnich 10 lat była też znacznie większa. Starczyłoby im ich na zaledwie 4 miejsce, ale nie odbieramy im tego sukcesu. To było dziwne, ale dziwne wydarzenia mają przecież swoje unikalne piękno. 

SK : Wiele osób mówi, że fantastyczną robotę zrobił tu Claudio Ranieri. Ale ja się z tym nie zgadzam, bo jest on trenerem który wcześniej nie odniósł żadnego ważnego sukcesu. Ważniejsze w kwestii Leicester było choćby wykorzystywanie przez nich statystyk, polegające na maksymalnym wykorzystywaniu N'Golo Kante i Riyhada Mahreza. To właśnie tony dabych pozwoliły im odnaleźć zawodników, którzy potem odegrali kluczową rolę w tym sukcesie. Inne kluby uczyły się od nich i wykorzystują zdobyte umiejętności w tym sezonie. 

JB : A gdy pomyślicie o obecnej formie Chelsea, która prezentuje chyba najpiękniejszy futbol w Anglii, jest liderem Premier League to wydaje się wam że stoi za tym coś więcej niż tworzący tę drużynę i dający jej nowe życie w ustawieniu 3-5-2 Antonio Conte? 

SS : Ważną rzeczą w tej kwestii na pewno jest to, o czym piszemy w książce. Musisz polegać na prawie dużych liczb - gdy masz wystarczająco dużo obserwacji możesz wyeliminować jakiekolwiek efekty uboczne, przypadkowe. Sekwencja nawet 10-20 meczów nie jest tu wystarczająca i stąd ciężko komentować pojedyncze decyzje. Musimy wpierw dużo pojąć by powiedzieć jak jest i dlaczego akurat tak. Ostatnio w Chelsea sprawdza się taktyka wydawania dużych sum i sprowadzania lepszych graczy. To daje sukces.

SK : To interesujące, że ludzie zawsze przypisują trenerowi sporą część danego sukcesu. Choćby przypadek Ranierego, ale mnie wydaje się że to zależy w większości od piłkarzy i ich formy w danym momencie. Jeśli mówimy o 3-5-2 to rzeczywiście nowa rzecz dla tego klubu, ale równie nowy jest Kante. To dzięki nie Conte, a Kante grają w ten sposób. My wyliczyliśmy jaka jest rola trenera w zwycięstwach zespołu. Menedżer po meczu zazwyczaj mówi, że wygrał dzięki swoim decyzjom. Możliwe, że gdybym ja trenował Chelsea i miał w składzie Kante wygrywałbym mecze bo to piłkarz potrafiący ograć dwóch rywali za jednym zamachem. 


"Zatrudnianie menadżerów to schemat podobny do kupowania losów na loterii. Jeśli wśród wygranych nie będzie numerów z twojego kuponu, wyrzucasz go. I tak właśnie robią kluby."


JB : Czy to nie jest coś w stylu żartów o Guardioli i podważniu jego roli w sukcesach Barcy, mówieniu że którykolwiek z trenerów z taką kadrą osiągnął by podobne sukcesy? 

SS : Myślę, że ogólnie rola trenera w dzisiejszych czasach jest trochę zawyżona, o czym debatujemy w "Futbonomii", ale nie można też o niej zapominać. 

JB : Pozostając przy okazji w temacie Barcelony, Cadena SER podała ostatnio, że Duma Katalonii zmieni swoje wyjściowe ustawienie na 4-2-3-1. Jaki może mieć to wpływ na ich grę? 

SK : Pewnie, taktyka jest bardzo ważna, ale będąc na meczu w Paryżu to nie grało kluczowej roli. Piłkarze PSG byli silniejsi, lepiej przygotowani fizycznie. Ich zwycięstwo może mieć też związek z wiekiem zawodników, różnica pomiędzy obiema drużynami działa coraz bardziej na niekorzyść Katalonczyków. Messi już nie porusza się tak jak kiedyś, pozostaje jednym z najlepszych na świecie, ale gra inaczej niż te 10 lat temu.

SS : Myślę, że struktura taktyczna jest bardzo ważna, ale inne aspekty potrafią być dużo ważniejsze. Trudno uwierzyć, że sama zmiana ustawienia wpłynie, zdecydowanie na grę. 



Znalezione obrazy dla zapytania futbonomia


JB : A zmiana Enrique? Mówi się, że klub dalej może poprowadzić jego asystent - byłoby to zatem raczej kontynuowanie stylu gry jego poprzedników. Może to wymaga zmiany? Bo sam Enrique dla mnie był takim "mniejszym złem" dla klubu, brakiem konieczności tworzenia dużych różnic w stosunku do ostatnich lat... 

SS : Ważną rzeczą, mówiąc o wszystkich klubach zmieniających trenerów jest to, że czas urzędowania szkoleniowców w nich jest bardzo krótki. To zazwyczaj około rok. To raczej niemożliwe by w tak krótkim czasie trener zrobił różnicę. Nie dostają odpowiednio dużo by wprowadzić do nich coś swojego, aby wypróbować więcej swoich pomysłów. Zatrudnianie menadżerów to schemat podobny do kupowania losów na loterii. Jeśli wśród wygranych nie będzie numerów z twojego kuponu, wyrzucasz go. I tak właśnie robią kluby. Patrząc na pojedyncze losowanie decydują czy jest to nowy Guardiola albo Ferguson... Jeśli nie jesteś tym, kogo oni chcą - wylatujesz. 

JB : Ja myślałem też sporo o Kloppie i Liverpoolu - to wygląda na co najmniej paroletnią historię. Ale Niemiec należy do takiego typu menedżerów, którzy zawsze potrzebują zostać na dłużej by wdrożyć swój system. Czy nie takich ludzi potrzebujemy w futbolu? 

SK : Kiedy drużyna przegra 3 mecze dziennikarze tacy jak ty lub kibice, że klub jest głupi i powinien od razu zmieniać trenera. Gdy dochodzi do tego 4 trenera powtarzają sekwencję, a władze tego dokonują. Gdyby Barcelona miała taką serię i rzeczywiście zatrudniłaby nowego  trenera prawdopodobnie zaczęłaby znów wygrywać. Jeśli by tak nie zrobili stałoby się dokładnie to samo - też zaczęli by wygrywać. Bo zwycięstwa są dla nich normalnością. Zwolnienie trenera cieszy zarząd, kibiców czy dyrektora bo wychodzi na to, że to wszystko jego wina. 

SS : To też pokazuje, że trener nie robi większej różnicy. Bo jeśli wszystko zależy od presji publiki to wszyscy przykleją się do trenera, obarczą go winą, a potem sami pokażą że tak naprawdę potrafią osiągać o wiele lepsze wyniki. To jak w Arsenalu, ale czy to działa? No nie do końca... 

SK : Myślę, że zasługi Barcelony można "podczepić" pod Messiego i jego fizyczność. Z każdym trenerem Barca zagra tak samo, to nie o nich chodzi. 

JB : A jeśli chodzi o zawodników to dla was polityka kontaktowania 22-23 latków jak Umtiti jest dobra? 

SK : Tak, tylko że nimi nie zastąpisz Messiego czy Ronaldo. Jeśli miałbyś 500 milionów euro i miałbyś je wydać na transfer to zawsze twój wybór padnie na Messiego, są niezastąpieni. Oni się starzeją, stają się gorsi z wiekiem. Kiedy odejdą dominacja Realu i Barcy się zmniejszy i nigdy nie powróci do poziomu jaki stanowi dziś. 

SS : To prawda, drużyny mają wzloty i upadki. To nie jest łatwe - zamieniać piłkarzy odnoszących sukcesy w ostatniej w zasadzie dekadzie na nową generację. 

JB : A co z polskimi transferami w ostatnim okienku transferowym? Myślicie, że ta moda na naszych zawodników to tylko zasługa Euro 2016, czy parę innych czynników też miało na to wpływ? 

SK : Jest w piłce coś takiego, że kraje stają się "modne" i "niemodne". Choćby belgijscy piłkarze - jeśli masz takiego, o którym wcześniej nie słyszałeś to i tak myślisz o nim podświadomie jako o co najmniej solidnym graczu. Podobnie było z Mesksykanami i przede wszystkim Brazylijczykami. Łatwiej było kupić słabego Brazylijczyka niż dobrego Meksykanina. Gdy nabyłeś slabego Brazylijczyka kibice byli zadowoleni, a gdy dobrego Meksykanina zawiedzeni. Teraz polscy piłkarze są w modzie. Ponadto ważne są obserwacje. Przykładowy Polak, Krzysztof Kristkowski wcześniej kosztował 500 tysięcy euro, ale teraz jego cena się podwoiła i kosztuje milion, bo Polacy są "na topie". 

SS : Ja wychowałem się w latach gdy brylowali Deyna czy Lato i czekałem na coś podobnego dość długo. 

JB : I ostatnie pytanie, po trzykrotnym wznawianiu "Futbonomii" jesteście usatysfakcjonowani  z jej odbioru w futbolowym świecie? 

SS : Zdecydowanie. Wiele osób po jej przeczytaniu mówili o zaskoczeniu jakim dla nich okazała się lektura. Niektórym odpowiedzi na pytania w niej zawarte się podobały, niektórym nie. Ale bylibyśmy zadowoleni gdyby większość tego świata zdecydowała się zagłębić w piłkę nożną. 

SK : Dla mnie najbardziej motywujące jest, że niektórzy właściciele klubów przeczytali ją u się w to wciągnęli. To pomogło im w rozwoju, pokazało lepszą drogę, do której zaczęli dążyć. Zaczęli inaczej patrzeć na ten sport, co mnie bardzo cieszy. 




sobota, 18 lutego 2017

Drugi sezon Sport Jest Coolturalny - szczegóły




Audycja „Sport jest coolturalny” wraca po dwumiesięcznej przerwie w odnowionej formie. 
2 sezon przyniesie wiele zmian, nowego partnera i inną porę odbywania się programu, ale przede wszystkim taką samą, unikalną i ciekawą atmosferę. Szczegóły poniżej!



NOWA FORMA AUDYCJI
Przede wszystkim nie będziemy się tu skupiać tylko na łączeniu sportu z kulturą, ale to też nie znaczy że kompletnie je stąd wykopiemy. Powstaną 4 działy rozmów : stricte kultura, stricte sport i sport+kultura. W dwóch pierwszych zawarte będą po jednej rozmowie, w trzecim dwie. W stricte kultura pojawiać się będą autorzy różnych książek, ale także osoby związane z muzyką, filmem czy nawet fotografią i obrazami. W dziale stricte sport porozmawiam z ekspertami z naszego radia oraz spoza niego na temat aktualnych wydarzeń w jego świecie. Co więcej, w wielu odsłonach tego działu będzie brał udział nasz nowy partner, o którym więcej piszę nieco niżej. Wtedy dział będzie przyjmował formę zapowiedzi tygodnia, w którym odbywa się audycja. Natomiast sport+kultura to wszystko, co wcześniej działo się w audycji. Książki sportowe, zwłaszcza te od naszego partnera – Wydanictwa SQN, ale też wszystkie inne elementy pięknego połączenia sportu z kulturą. Nawet te niezbyt popularne.

Sport Jest Coolturalny to z pewnością program niestandardowy i jedyny w swoim rodzaju. Literatura nie jest jego wyłącznym tematem, bo zaczepia o wszelkie zakątki związane ze sportem, a nawet e-sportem. Pojawiają się u Kuby Balcerskiego naprawdę znane oraz warte uwagi postacie, które pewnie dopiero dzięki uczestnictwu w tej audycji wiedzą czym jest RadioGol.pl. – powiedział redaktor naczelny Krystian Mekka. 


UBARWIONA WARSTWA MUZYCZNA
W poprzednim sezonie programu warstwa muzyczna opierała się jedynie na utworach związanych ze sportem lub aktualnymi wydarzeniami jego światku. Tym razem będzie zupełnie inaczej. Pojawią się dwa utwory stałe – jeden obwieszczający rozpoczęcie, a drugi zakończenie audycji. Tym pierwszym będzie „Hysteria” od Muse, drugim natomiast „Dreamer” z solowego repertuaru Ozzy’ego Osbourne’a. W samym środku odcinka pojawi się także muzyczna premiera z okolic daty, w której będzie puszczony. Dodatkowo do działu stricte kultura będziemy prezentować utwór wybrany specjalnie na okazję audycji przez jego gościa. Pojawi się oczywiście także dobrze znany z 1 sezonu „Lektor”, czyli fragment wybranej przez prowadzącego książki o sporcie. Poza tym dokładamy także nowe podkłady oraz intro.


NOWY PARTNER RADIOGOL.PL I AUDYCJI

fa

W tym artykule śpieszymy także z wielką przyjemnością oznajmić, że podjęliśmy współpracę z portalem FootballArt.pl. W stosunku do audycji jego redaktorzy będą się pojawiać w dziale stricte sport i zapowiadać wydarzenia najbliższych terminowi programu dni w piłce nożnej. Zachęcamy do odwiedzenia ich witryny i przeczytania wielu interesujących artykułów, choćby „Czytelni” gdzie recenzują różne książki sportowe.


NOWA PORA I MIXCLOUD  

Drugi sezon będzie odbywał się w poniedziałki o godzinie 19:00 na antenach RadioGol.pl. Nie będzie audycją cykliczną, więc najlepiej nie spodziewać się jej w każdy poniedziałek. Natomiast kolejne odcinki będą się pojawiać na profilu RadioGol.pl w serwisie Mixcloud, gdzie już teraz można odsłuchać większość audycji sezonu 1.

Zapraszam do śledzenia audycji, drugi program już 27 lutego o godzinie 18:00.


Zmiana nazwy - witajcie na blogu Sport jest coolturalny!

 Z racji zamknięcia bloga CZAS NA ROCK stwierdziłem, że pora tchnąć nieco nowego życia w pozostałości Piórem Balcera. Jako że poza komentowaniem w RadioGol.pl, moim drugim najważniejszym "produktem" jest audycja Sport Jest Coolturalny to postanowiłem zintegrować z nią także tego bloga. Zyskał nową nazwę, ale ponieważ w programie poruszam w zasadzie wszystkie zagadnienia, o których miałem tu pisać pod starą nazwą, to tematyka się nie zmieni. Będzie zatem głównie sport, książki, do tego muzyka, posty związane stricte z audycją, ale też te o podróżach, czy nietypowe, poruszające zwyczajne sprawy. Zatem zaczynamy, de facto od nowa. Postaram się pisać często, interesująco i wyczerpująco. Zapraszam.

czwartek, 15 września 2016

„W swojej książce koncentruję się tylko na wątkach piłkarskich” – Leszek Orłowski opowiada o „Barca. Złota Dekada”.



Znalezione obrazy dla zapytania leszek orłowski barca

Przy okazji spotkania autorskiego w Warszawie porozmawiałem z Leszkiem Orłowskim - dziennikarzem c+ oraz tygodnika "Piłka Nożna" o jego nowym projekcie. Książka "Barca. Złota dekada" to historia piłkarskiego sukcesu najlepszej drużyny początku XXI wieku. 
Więcej o tym, co znajduje się w książce, ale także o kulisach dziennikarskiej pracy Pana Leszka dowiecie się czytając poniższy wywiad. Zapraszam do lektury! 

Znalezione obrazy dla zapytania leszek orłowski


Jakub Balcerski : Jakie są czynniki, które tworzą Barcelonę największą drużyną ostatniej dekady? 

Leszek Orłowski : Przede wszystkim zachwyca stylem gry. Oczywiście wynikami, które są jego konsekwencją też, ale gdyby wygrywała prezentując inny rodzaj futbolu to nie uzyskała by tak dużej popularności. Ponadto Barcelona jest, jak sama o sobie mówi “Dumą Katalonii”, więc reprezentuje coś więcej niż samą siebie - jest czymś więcej niż klubem, o czym mówi kolejna klubowa dewiza. Jest w pewnym sensie realizacją ambicji całej Katalonii.



JB : Największy potencjał ofensywy Barcy był chyba zawsze obecny w tercetach. Najpierw Messi, Eto’o i Ronaldinho, następnie Messi, Villa i Pedro (MVP), aż do dzisiejszego tria MSN - Messi, Suarez, Neymar. Który z nich najbardziej przypadł Panu do gustu?

LO : Myślę, że tercet MSN składa się z gwiazd największego formatu. Poprzednie nie miały chyba aż tak wielkiej jakości piłkarskiej. Można polemizować bo współpraca Messiego, Eto’o i Ronaldinho może się wydawać lepsza. Ale mnie wydaje się, że nie. Messi grając z tymi piłkarzami nie był tym Messim, którym jest dzisiaj. Może to jest rzecz, która czyni różnicę i przesądza sprawę na korzyść obecnego tria. Bo jest ono na pewno najlepiej zgrane na boisku i poza nim, co też po prostu widać po jego członkach. W innych ustawieniach, w każdym z zawodników było sporo osobistych ambicji, które sprawiały, że na boisku nie było tak dobrze jak by mogło być. To sprawiało, że często były podporządkowane pod jednego zawodnika - dwóch partnerów pracowało tylko na Leo Messiego. Każdy z tych tercetów jest inny, a siła Blaugrany opiera się na nich z prostego względu - zawsze wychodzą ustawieniem 1-4-3-3. Stąd w ataku jest miejsce dla trzech napastników i stało się to znakiem rozpoznawczym tego klubu.

 
Znalezione obrazy dla zapytania camp nou



JB: Co jest największym symbolem Barcy? Cules, może stadion Camp Nou, który teraz będzie modernizowany? Co dla Pana jest najważniejszym elementem gdy odwiedza Pan obiekt w stolicy Katalonii? Do czego Pan najchętniej wtedy idzie?

LO : Pamiętam swoje pierwsze uczucie z Camp Nou. Stadion wygląda niepozornie z zewnątrz, ale gdy wysiada się z windy na najwyższym poziomie gdzie ulokowane są miejsca dla komentatorów nagle staje się twarzą w twarz z ogromem tego miejsca. Jego piękno jest uderzające. To jest chwila, którą zawsze przeżywamy bardzo mocno - moment wyjścia z wind i spojrzenia na roztaczający się przede mną obraz trybuny z napisem “Mes que un club”. To jest coś niesamowitego, co warto polecić każdemu odwiedzającemu Barcelonę. Symbolem klubu są chyba jednak wielcy piłkarze. Oczywiście te barwy - blaugrana, które bardzo szanują kibic, podobnie jak stadion chyba bardziej niż ktokolwiek inny swój, są niezwykle ważne, ale ta sztafeta gwiazd, która co sezon cieszy oczy kibiców poczynając w zasadzie od Ladislao Kubali, a skończywszy na Messim.



JB : Czym różni się Pana książka od innych, które już o Barcie powstały? Pamiętam książkę Grahama Huntera “Za kulisami najlepszej drużyny świata”, która też opowiadała o nieco krótszym dla Barcelony okresie – tym za Josepa Guardioli, ale u Pana jest chyba trochę inaczej?

LO : Zajmuję się w niej przede wszystkim analizą przyczyn sukcesów Barcelony, a także niepowodzeń, które także miały w tej „złotej dekadzie” miejsce. Koncentruję się tylko na sprawach piłkarskich. Może wyróżnia się tym, że nie mam ambicji aby zawrzeć w niej jakiś szerszy przekaz kulturowy, by sięgnąć głębiej. Oczywiście sięgam głęboko, ale tylko w sprawach mające swoje ujście na boisku., wpływ na styl gry Blaugrany, na jej piłkarzy. Jest to po prostu analiza procesu tworzenia najlepszej drużyny na świecie na początku XXI wieku i utrzymywania jej przy życiu, co jest trudniejsze w zgodzie z powiedzeniem „łatwiej jest na szczyt wejść, niż się na nim utrzymywać”. Takiej książki osobiście nie spotkałem, dlatego poważyłem się na takie dzieło, pomijając wiele interesujących spraw dotyczących choćby marketingu związanego z Barceloną, tworzącego jej międzynarodowy wizerunek. O tym w tej książce nic nie ma. Jej tematem jest tylko futbol, boisko i to co wypływa na wydarzenia, które się na nim dzieją.



JB : Przechodząc do bieżącej sytuacji w La Liga – wiem, że ciężko ocenić na początku sezonu, ale większy pomysł na drużynę, wprowadzający świeżość ma Luis Enrique czy Zinedine Zidane?

LO : Myślę, że obaj są do siebie podobnie. Nie są filozofami, myślicielami tylko pragmatykami, którzy wiedza, że trzeba zachowywać dobre relacje z piłkarzami, żeby odnosić sukcesy. Ale z drugiej  strony, że trzeba także jasno zaznaczyć granicę kompetencji, której piłkarze już nie przekraczają – że to i to należy już tylko do trenera. O żadnym z nich nie powie się w przeszłości, że był wizjonerem, który wprowadził do futbolu coś nowego. Natomiast są to wybitni warsztatowcy, którzy warsztat rozumieją nie tylko jako nie tylko tworzenie koncepcji taktycznych, ale przede wszystkim umiejętność prowadzenia grupy ludzi. 


Znalezione obrazy dla zapytania leszek orłowski



JB : Zapytam o Pana działalność komentatorską : trudniejszy do skomentowania jest dla Pana mecz lig, których na co dzień się nie śledzi, na przykład drużyn z ligi niemieckiej i portugalskiej czy El Clasico? To da się porównać czy są to jednak dwa różne światy?

LO : Przygotowywanie się do każdego meczu wygląda tak samo. Siedzi się godzinami przed komputerem czy gazetami lub innymi źródłami i wynotowuje wszystko, co może być przydatne podczas transmisji z takiego meczu. Natomiast różnica polega na tym, czego się szuka przy danym meczu. Komentując El Clasico już nikt nie opowiada o dzieciństwie danego piłkarza, nawet jeśli coś było w nim interesującego, bo wszyscy te historie już dawno znają. Trzeba się koncentrować na innych rzeczach, na tym co ostatnio wydarzyło się w życiu danego zawodnika czy ich wypowiedziach. Komentując mecz drużyn, które rzadziej bywają na telewizyjnej antenie można sobie pozwolić na więcej anegdot i sięgania głębiej w przeszłość piłkarzy. Inaczej się je komentuje, na co innego zwraca uwagę. Podczas „Klasyku” mimo, że tych ciekawostek jest przecież dużo to po pierwsze wszystko zostało już praktycznie powiedziane, a po drugie wydarzenia boiskowe są zazwyczaj tak fascynujące, że na dygresje zostaje mało czasu. Czasami jakieś 2-3 opowiastki zmieszczą się w trakcie takiego meczu, ale trzeba poświęcać więcej czasu analizie taktycznej tego, co się dzieje bo to przecież rzecz ciekawa – futbol na najwyższym poziomie i trzeba się nim delektować. Zadaniem komentatora jest przecież także próba pomocy w zrozumieniu, co się na boisku dzieje. Mecz oglądają kibice, ale tez ludzie, którzy nieco rzadziej zasiadają przed telewizorem. W meczach drużyn z innych krajów o taktykach często nie ma co się dużo rozwodzić – koń jest taki jak się widzi. Wtedy warto poszukać ciekawostek i zacząć je opowiadać.


JB : Jeszcze zastanawia mnie kwestia Pana przyszłości – rozumiem, że komentowanie w Canal + oraz pisanie dla tygodnika „Piłka Nożna” pozostaje. A co jeśli chodzi o książki? Dopiero co wyszła „Barca”, ale czy myśli Pan o kolejnym projekcie?

LO : Nie ukrywam, że planuję drugą książkę – mam już dla niej tytuł i problematykę. Chciałbym napisać o Realu Madryt i o losach tego klubu w XXI wieku. Nie mam jeszcze podpisanej umowy na jej wydanie i nie zacząłem jeszcze pisać, ale jestem w fazie intensywnego zbierania materiału i mam nadzieję, że te plany uda się zrealizować. 


czwartek, 30 czerwca 2016

Czego my się boimy?

 Ok, włożyłem koszulkę i teraz mogę coś skrobnąć przed meczem. A tak na poważnie przed tak ważnym meczem z kibicowskiego punktu widzenia wypadałoby napisać coś więcej. Tego mogę już nie ujrzeć nigdy w życiu. Mecz o awans do strefy medalowej. To brzmi pięknie. Przynajmniej dla mnie.


 Najpierw po meczowemu, później pojeździmy po terenach pozameczowych. Tak, dwuznacznie.

 Portugalczycy swoje trzy pierwsze mecze zagrali po prostu słabo. Nie stonowanie, nie oszczędzając się. Tylko słabo. Z Chorwacją podobnie jak u nas ze Szwajcarią był spory fart. Zadecydował jeden rzut wolny pod ich polem karnym. Trener Fernando Santos bardzo rotuje składem. Raz po raz wyrzuca z niego różnych zawodników. Często ważnych, niemalże podstawowych. W większości meczów trzyma skrzydłowego Quaresmę na ławce, nie daje mu wielu szans na boisku. Do tego uważa, że nasza kadra to zawodnicy z Bundesligi, perfekcyjnie przez niego rozpracowani. Ronaldo nie jest w gazie. Najważniejsze zagrożenia stanowią boki i wrzutki na Naniego, ewentualnie CR7. Rui Patricio jest klasowy, ale często niepewny w interwencjach. Czego my się boimy?

 Portugalia jest drużyną grającą technicznie. To prawda. To nie jest żaden ze znanych nam z dotychczasowych meczów styl gry. Coś dość nieznanego. Ale czemu musimy ich stawiać w lepszej sytuacji? Myślę, że nie trzeba wiele godzin zastanawiania się, by napisać że nasza reprezentacja gra od nich we Francji lepiej. Historię spotkań mamy bogatą i dość dobrą, pamiętając zwycięstwo w Chorzowie (piękne, chyba moje najpiękniejsze wspomnienie piłkarskie dzieciństwa związane z reprezentacją). Ze sobą zabraliśmy wspaniałych kibiców, po raz pierwszy od lat tak wierzących w reprezentacją. Ponawiam pytanie : Czego my się boimy?

 Mamy świetnego trenera, który każdą decyzję podejmuję z odpowiednim zastanowieniem, refleksem i spokojem. Mamy w składzie świetnego bramkarza, który ratował nas przed niejednym zagrożeniem, dwójkę charyzmatycznych bocznych obrońców świetnie wyprowadzających piłkę i równie dobrze cofających do defensywy, środkowych obrońców, których nagle zapragnął świat, bo przepuszczają niewielką (mało powiedziane) liczbę akcji czy piłek zagrywanych w "szesnastkę". Mamy świetnie pracujących pomocników : dwóch, którzy przesuwają akcję do przodu i dwóch kolejnych świetnie rozprowadzających akcje skrzydłami - często kończące się pięknymi bramkami - i w końcu napastników, których boi się cała Europa, może nieskutecznych jak na razie w tym turnieju (choć wierzę że jeszcze będzie im dane wystrzelić z formą), ale za to robiących niesamowite rzeczy, gdy cofną się do tyłu. Kończąc już te rozważania : mamy zespół, kolektyw który jest w stanie walczyć z każdym. Zażarcie, do końca. Ustrzelę hattricka : CZEGO my się boimy?

 

   I w zasadzie po co? Przecież osiągnęliśmy cel jaki wielu sobie wymyśliło : ćwierćfinał. Na to przed turniejem było stać nasze wyobraźnie. Teraz na nic nie musi je już być stać. Teraz już tylko może... stać się niewyobrażalne.

 Pozostaje mi jeszcze odnieść się do ostatnich bardzo interesujących opinii niektórych kibiców. Wypunktuję je w 3 etapach. Pierwszy - Pazdanomania. Nazwałem ją roboczo, zapewne niezwykle się nie rozwinie. Już jest w sporych rozmiarach. Golenie się na łyso, prowokowanie Ronaldo na serwisach społecznościowych czy te wszystkie memy i wpisy promujące jego nazwisko - przyglądam się temu z daleka i twierdzę, że to nic nadzwyczajnego. Niektóre sprawy mi się podobają, niektóre uważam za dziwne, inne za szalone. Ale to w sumie fajne. Fajnie, że w Polsce zaczęliśmy dostrzegać grę takich piłkarzy. Wcześniej choćby ktoś zagrał genialny mecz często był niezauważany czy niedoceniany. Teraz jest nawet odwrotnie. Ale to nic złego. Zło to drugi i trzeci etap. Mówieni o baloniku. Balonik odleciał. Napisałem tekst do gazetki, w której jestem redaktorem i właśnie tego chciałem. Tymczasem są osoby, które twierdzą że jeszcze ma co pęknąć. Mam radę : włóżcie okulary. W tej fazie turnieju, z tą drużyną i tymi wynikami wszystko wygląda inaczej. Na deser zostawiłem sobie fanów Cristiano Ronaldo. Nic do nich nie mam. W końcu to świetny zawodnik, fani powinni go doceniać i to robią. Jest garstka ich (być może więcej niż garstka?), która będzie go dziś dopingować zamiast Polski. I mówię im OK, róbta co chceta. Wszystko super. Nie wiem po co, bo piłce klubowej dość daleko do reprezentacyjnej, Ronaldo gra dla reprezentacji swojego kraju, a nie Realu Madryt. Ale ok. Stańcie dziś w koszulce Realu lub Portugalii (zapewne niedawno kupionej) i ... odśpiewajcie hymn. W końcu to chyba najbardziej identyfikująca się z każdą drużyną sprawa. Ja będę fałszował "Mazurkiem". I mam nadzieję, że Wy też :)


sobota, 9 kwietnia 2016

Pieprzony Polak, czyli wywiad z Arkadiuszem Onyszką.

  Arkadiusz Onyszko to z pewnością nie najpopularniejszy polski bramkarz. Był wielkim talentem, członkiem reprezentacji, która zdobyła srebro podczas IO w Barcelonie. Jego kariera i życie jest bardzo barwne, czasem ostre i na pewno ciekawe. Wszystko to opisał w autobiografii "Fucking Polak. Nowe Życie". O niej i kilku innych interesujących sprawach w poniższej rozmowie.


(fot. widzewtomy.net)


Jakub Balcerski : Spotykamy się przy okazji promowania twojej książki "Fucking Polak". Czy przyjąłeś sobie jakąś zasadę, gdy ją pisałeś?

Arkadiusz Onyszko : Tak. Miała być szczera do bólu. Miałem doświadczenie z jej pierwszą wersją w Danii, gdzie przez to osiągnęła status bestsellera. Myślę, że czytelnik nie będzie się z nią nudził i nie wyczuje, że jest w niej gdziekolwiek ściema.

JB : Czytając pierwsze 30 stron miałem wrażenie, że jest to jedna z najbardziej szczerych książek piłkarzy wydanych w Polsce, przebijająca być może nawet Kubę Błaszczykowskiego i jego autobiografię. Nawiązując do wspomnianego pierwszego wydania : skąd pomysł na wydanie książki w Danii, a nie w Polsce (lub w obu państwach) oczywiście poza tym, że tam grałeś?

AO : Moja osoba zawsze kojarzyła się z człowiekiem, który mówi tak jak jest. Nie owijałem w bawełnę, tylko mówiłem to co myślałem. Nie zawsze poprawnie politycznie, o której mam własne zdanie. W Danii zgłosiła się redakcja, która uważała że moja osoba jest na tyle ciekawa, że to może stać się sukcesem. Nigdy w życiu nie zdawałem sobie sprawy, że napiszę taką książkę. Za pierwszym razem odmówiłem, twierdziłem że nikt nie będzie chciał tego czytać. Przecież nawet nie byłem obywatelem duńskim. Ale jedna z duńskich gazet zrobiła mi tak dobrą "reklamę" jeszcze przed premierą książki (jedno zdanie o homoseksualistach i potem poszła cała lawina), że sprzedała się fantastycznie.

JB : W Polsce też jest to na razie jedna z najbardziej poczytalnych książek. Jest trochę kontrowersyjna (np. osoba z zewnątrz widząc tytuł może pomyśleć, że jest ostra). Myślisz, że polskie społeczeństwo takich książek potrzebuje?

AO : Faktycznie, jeśli nawet popatrzy się na moje zdjęcie na okładce to można pomyśleć, że to jest coś złego. A pomysł na "fucking polak" pochodzi z przezwiska nadanego mi przez duńskich kibiców, zazwyczaj drużyny przeciwnej, gdy krzyczeli na mnie "ty pieprzony polaku". Dzięki temu powstał obraz Polaka, który nigdy się nie poddaje, jest silny psychicznie, walczy do końca i ma swoje zdanie. Uważam, że ten tytuł mówi nawet o Polakach - jako o narodzie, który zawsze podnosi się z kolan.

JB : Cofnę się do twojej kariery piłkarskiej i zapytam o coś co zawsze mnie ciekawi przy piłkarzach tego pokolenia. Jak wspominasz trenera Janusza Wójcika?

AO : Mam o nim jak najlepszą opinię. Za moich czasów Janusz Wójcik był trenerem wybitnym, osiągał ogromne sukcesy. Pamiętajmy, że osiągnął z reprezentacją wielki sukces, do którego nikt przez 23 lata nikt nie dał rady nawiązać (srebro Igrzysk Olimpijskich w 1992 roku w Barcelonie - przyp. JB). Ja wspominam go bardzo dobrze zarówno jako selekcjonera kadry narodowej, jak i trenera klubowego w Legii Warszawa.

JB : Czy nadchodzące Euro we Francji i występ kadry Nawałki może zatem choćby w najmniejszym stopniu nawiązać do tego co wydarzyło się wtedy w Hiszpanii w twojej opinii?

AO : Ciężko powiedzieć. Sukces reprezentacji w piłce nożnej przyciąga ogromną rzeszę kibiców. Nie odczułem tego, ale ludzie mówili mi, że gdy graliśmy było pusto na ulicach. Miejmy nadzieję, że coś podobnego zobaczymy na w czerwcu i lipcu. Wierzę w reprezentację, bo znam osobiście cały sztab szkoleniowy i uważam, że to są fantastyczni i bardzo pracowici ludzie. Myślę, że da to efekty we Francji. 

JB : Teraz pracujesz z młodzieżą. Czy uważasz, że dopiero co wprowadzony Narodowy Model Gry coś zmieni w tym dziale?

AO : Nie miałem okazji zapoznać się z nim szczegółowo, ale na pewno pozytywne jest to, że PZPN próbuje coś z tym zrobić - ujednolicić ten styl trenowania młodych zawodników. Natomiast będzie wielka rywalizacja pomiędzy szkółkami. Mamy wiele akademii, gdzie pracują byli piłkarze. Tam uczą się dużo techniki, czy podstawowych wartości - sumienności, systematyczności i szacunku do rywala. Myślę, że niedługo nasz poziom piłkarski jeszcze bardziej wzrośnie. 

JB : Jeszcze jedno pytanie - Dlaczego wielu polskich piłkarzy wyjeżdża za granicę po 1-2 dobrych sezonach w polskiej lidze, a potem wraca z podkulonym ogonem po kiepskiej grze?

AO : Ciężko powiedzieć. Według mnie to kwestia charakteru. Największym problemem jest to, że po podpisaniu kontraktu i otrzymaniu sporych pieniędzy zawodnicy widząc jak dobrzy grają tam piłkarze podejmują walkę, ale zraz odpuszczają mówiąc sobie, że nie są tak dobrzy. I tyle, zachwycają się małostkowością - wystarcza im tyle, ile dostają, uważają że to jest ich maksimum. Nie starają się, nie walczą. Brakuje im ambicji, odpuszczają i wracają do kraju. Na zachodzie, żeby się utrzymać musisz być 2 razy lepszy i musisz podnosić poziom drużyny. Powinieneś coś dawać drużynie od siebie, żeby cię zaakceptowali. Tylko ludzie o dużym ego osiągają tam sukcesy. I to różni Polskę od tamtych państw. U nas takiego charakteru się nie lubi.