Mistrz dziennikarskiego pióra. Niemal wszystko, co napisze o piłce,
zamienia w złoto. Podobnie jak z tym, co o niej mówi. Od niedawna co
roku dostępuję zaszczytu rozmawiania z nim parę, paręnaście lub
parędziesiąt minut na tematy mniej, lub bardziej związane z futbolem.
Łapię chwilę, bo takie okazje nie trafiają się zbyt często. Raz
rozmawiałem z nim przez całą godzinę, podczas Targów Książki w Krakowie,
a słowa płynęły, jak chciały. To była zapewne jedna z ciekawszych
dyskusji w moim dotychczasowym życiu. Nagrałem ją, ale jak się okazało,
po niecałych pięciu minutach dźwięk z odtwarzanego przez mnie
pliku wyparował. Ale to nieważne. Bo w zasadzie każdy dialog z Panem Stefanem Szczepłkiem to historia, którą się przede wszystkim pamięta.
Jakub Balcerski : Zapytam o sprawę chyba
najbardziej determinującą świat futbolu ostatnimi czasy - finał Ligi Mistrzów.
Dla Pana to finał marzeń, czy zamieniłby Pan Real lub Juve na kogoś innego?
Stefan Szczepłek : I Juventus i Real
znalazły się w nim zasłużenie - są to najlepsze drużyny z grona kilkunastu
przodujących w Europie. W tym roku też, szczególnie Juve, bo Real jest w tym
miejscu praktycznie co roku. Nie ma tu żadnego przypadku. Jeśli następne
pytanie zadałby mi Pan o wynik to i tak uprzedzę : lubię obie drużyny, ale
wychowałem się na Królewskich z czasów gdy jeszcze nikt go nie widział, bo to
były czasy radia. Od tamtej pory ich lubię, ale tym razem życzyłbym zwycięstwa
Włochom. Nie tylko dlatego, że Juve to pierwszy włoski klub, który polubiłem,
ale przede wszystkim ze względu na Gianluigiego Buffona. To niesamowity
bramkarz i z tego co wiem także fantastyczny człowiek. Po prostu życzę mu by do
swojej kolekcji trofeów dołożył także puchar Ligi Mistrzów. Tylko o to chodzi.
Jest mistrzem świata, poza Champions League wygrał wszystko. Byłem 2 lata temu
w Berlinie gdy przegrywał finał z Barceloną. Było mi go żal, bo jak się ma 40
lat i przegrywa taki mecz to można pomyśleć, że przegrało się ostatnią szansę w
życiu. I teraz znów jednak przed nią stanie, więc dla sportowca w tym wieku to
coś fantastycznego. To już wykracza poza sport, to opowieść o życiu - starym
człowieku, który wciąż walczy o swoje szanse i je zdobywa. Można by o nim
napisać książkę pod kątem nie dokonań bramkarskich, a właśnie o życiu. I to
jest ciekawe.
JB : On sam napisał
autobiografię “Numer 1”, która jest z resztą świetna i wiele można się z niej
dowiedzieć. Choćby, że w przeszłości Buffon był tifosi Parmy, w której grał, czego do końca nie potrafiłem sobie
wcześniej wyobrazić.
SS : Tak, tam co prawda pewnie
każdy był swego czasu tifosi, ale rzeczywiście. On ma naprawdę piękny, jeszcze
piękniejszy by był okraszony zdobyciem Ligi Mistrzów. No, ale z drugiej strony
- wygra i co? Zakończy karierę? Może zakończyć, ale przecież to bramkarz. On
może wciąż grać i grać, przecież Dino Zoff zdobywając Mistrzostwo Świata
kończył “40”.
JB : Zatem ciągnąc wątek
Buffona - zastanawiam się czy w przypadku faktycznego zwycięstwa w finale nad
Realem jest możliwe by zdobył Złotą Piłkę? Ja też jestem zwolennikiem teorii,
że w dobie wielkiej komercjalizacji futbolu jedynymi kandydatami do jej
otrzymania pozostawali Messi i Ronaldo, a “ten trzeci” był pomijany, ale w
przypadku Gigiego pojawia się wątpliwość, czy on ich w tym roku nie jest w
stanie wygryźć?
SS : Ja bym chciał. Myślę, że
to byłoby realne, bo co by nie mówić w ostatnich latach wyniki w Lidze Mistrzów
często przesądzają o rozstrzygnięciu tego plebiscytu. Nie Mistrzostw Europy,
czy Mundialu. Nie chcę powiedzieć, że to jest sterowane, ale w samej
podświadomości wyborców czyli po zmianie zasad w większości dziennikarzy one
dominują. Inne turnieje są jednak rozgrywane co dwa czy cztery lata, a
Champions League jest rok w rok i my ciągle obcujemy z tymi piłkarzami, których
nazwiska się często powtarzają. On miałby szanse, tylko że w 61-letniej
historii Ligi Mistrzów zaledwie jeden bramkarz był uhonorowany Złotą Piłką i
był to Lew Jaszyn. To zamierzchła przeszłość, prawie pół wieku temu. Bramkarz
jest jednak wielką postacią każdego zespołu i byłoby to cudowne, gdyby
Buffonowi mogła ona przypaść.
JB : Z resztą w ogóle w
Złotej Piłce ostatnio dominują napastnicy, rzadziej inne pozycje…
SS : Zdarzają się inne
nominacje, na które często wpływały takie spektakularne gesty - jak choćby Cannavaro
gdy był kapitanem reprezentacji Włoch zdobywającej miał od razu parę punktów na
start za podniesienie pucharu, bo to bardzo zapadło w pamięć wybierającym.
JB : Spytam o jeszcze jednego
zawodnika Starej Damy, Paulo Dybalę. W internecie coraz popularniejszy staje
się dybalizm, który pobudza fakt w
jaki sposób prezentuje się Argentyńczyk. Wyraźnie odróżnia się od innych
piłkarzy na boisku. Gdyby zdobył Ligę Mistrzów wszedłby wreszcie na ten
najwyższy światowy poziom (Neymara, Ronaldo i Messiego) czy jeszcze nieco mu do
tego zabraknie i pozostanie kimś trochę z tyłu?
SS : Tego nie wiem. Myślę
jednak, że jego talent jest trochę mniejszy niż tych wspomnianych w pytaniu. To
jest świetny piłkarz, bardzo drobny jak na Serie A, ale wydaje mi się że nie i
będzie być może przez lata bardzo dobrym zawodnikiem. Ale nie genialnym. Nie
widuję go jednak co tydzień, a tylko raz na jakiś czas, więc raz się nim
zachwycę, a za drugim razem zapytam co ludzie w nim widzą. Ale mam prawo do
takiej oceny, bo za mało o nim wiem. Buduję swoją opinię na podstawie paru
meczów - lepszych, gorszych, ale to nie wystarczająco dużo żeby się mądrzyć.
Pan pewnie przyjdzie do mnie za 5 lat z tymi samymi pytaniami i powie : “Ale w
sprawie Dybali to Pan się mylił, bo on jest najlepszy na świecie”. Jednak
wydaje mi się, że tak nie będzie.
JB : Przejdźmy do kwestii
Ronaldo. Ja mam takie wrażenie, że jego się w tym momencie trochę przecenia.
Robi swoją robotę, strzela gole nawet w tych najważniejszych meczach, ponad 20
w niemalże każdym sezonie. Może i one nie zawsze są jakiejś niezwykłej urody,
ale spełnia swoje zadania. A ludzie nie patrzą na to w ten sposób. To może być
znak wieku czy ciągłej pogoni za tym by był jeszcze lepszy?
SS : Ciekawie Pan stawia
sprawę, więc nie mogę odpowiedzieć jednym zdaniem. Cristiano Ronaldo będzie
miał za chwilę 33 lata. Jak na napastnika to już gracz powoli odchodzący. Ale
faktycznie wciąż jest w świetnej formie i robi to, co do niego należy. Przy tym
robi to świetnie, często zapewniając klubowi czy reprezentacji kluczowe zwycięstwa
prowadzące do zdobywania trofeów. To jest tak jak u nas z Lewandowskim. Wiara
90% Polaków co do reprezentacji opiera się właśnie na nim. Przychodzimy, bo na
pewno coś strzeli i tak się dzieje. Tak samo jest z Portugalczykiem. Opinie na
jego temat biorą się też zapewne z faktu, że on jest powiedzmy sobie szczerze -
średnio lubiany. Bo oprócz takich gestów, które wykonuje przy akcjach
charytatywnych i mam nadzieję, że przede wszystkim z potrzeby własnego serca,
choć i własnego PR-u, to on jest taki obcesowy. Wszystko robi z pewnym
wyrachowaniem. Pamiętam scenę z meczu praktycznie otwierającego Stadion
Narodowy, gdzie aktualnie się znajdujemy. Zremisowaliśmy 0-0 z Portugalią na
100 dni przed Euro, praktycznie w meczu przyjaźni. Każdy stawał w mixed zonie i
rozmawiał z dziennikarzami bez większego problemu, ale myśmy czekali na niego.
Ronaldo wyszedł ze słuchawkami na uszach i dwoma gorylami obok, a na nas nawet nie
spojrzał. I poszedł. Zakładam, że nie zrobił tego bo nie lubi polskich
dziennikarzy tylko dlatego, że taki ma charakter.
JB : Ja mam wrażenie, że
Cristiano Ronaldo ma tak przy meczach, w których nie zdobywa goli. Podobnie
jest z Gigim Buffonem, do którego książki jeszcze raz nawiążę, bo opisał w
niej, że jego na przykład w odróżnieniu od innych piłkarzy wynik 0-0 bardzo
cieszy. Nie wpuszcza bramki, bo gdyby tak się stało to ten humor będzie już
prawdopodobnie zupełnie odwrotny.
SS : Tak, to bardzo
prawdopodobne. To dobrze świadczyłoby o jego ambicji - jestem niezadowolony bo
nie strzeliłem gola. Ale on to wszystko przekazuje w formie, która trochę od
niego odstrasza. Ona nie zyskuje aprobaty kibiców czy dziennikarzy. Mnie
opowiadał Jurek Dudek, który grał z nim w Realu, że owszem ma niezwykłą klasę
piłkarską, ale zrobił też fajne zestawienie - w początkowym okresie jego pobytu
w Madrycie w klubie grał Kaka, a więc też legenda z pięknymi osiągnięciami
i doświadczeniem. Lubili go wszyscy, z wyłączeniem Ronaldo.
"Zremisowaliśmy 0-0 z Portugalią na
100 dni przed Euro, praktycznie w meczu przyjaźni. Każdy stawał w mixed zonie i
rozmawiał z dziennikarzami bez większego problemu, ale myśmy czekali na niego.
Ronaldo wyszedł ze słuchawkami na uszach i dwoma gorylami obok, a na nas nawet nie
spojrzał."
JB : Po przeczytaniu książki Guillem'a Balague o nim mam takie wrażenie że jakbyśmy zebrali wszystkich ludzi zaangażowanych w organizację Warszawskich Targów Książki to może uzyskalibyśmy rozmiar ekipy odpowiedzialnej za wizerunek Ronaldo, jego PR-owców. Obecnie ludzie coraz bardziej zwracają uwagę na wygląd piłkarza w zwyczajnym świecie, a wcześniej chyba tak nie było . Zdecydowanie bardziej doceniali dokonania boiskowe, one wyznaczały granicę. W przypadku Messiego też teraz tak jest. Kiedyś przeczytałem wywiad na portalu Weszło! z wolontariuszem, który był na Igrzyskach w Rio oraz na Super Meczu w Gdańsku, gdy przyjechała Barcelona i on opowiadał o tym, że Argentyńczyk krzywo patrzył nawet na zrobienie sobie jednego zdjęcia z dziećmi. Takie zdarzenia też chyba potrafią nieco nadszarpnąć ich obraz widziany przez fanów...
SS : Każda taka sytuacja na pewno na to wpływa. Właśnie w takich spotkaniach osobistych ludzie bardzo znani, których oglądamy w telewizji i rzadko mamy okazję poznać okazują się ludźmi zupełnie innymi. Tego przypadku z Messim nie znałem, ale wiarygodny kolega - też dziennikarz opowiadał mi o sytuacji, gdy Jose Mourinho przyjechał z FC Porto na mecz z Polonią Warszawa, który wtedy odbywał się w Płocku. Eliminacje do Pucharu UEFA. On już wtedy był znany, jeszcze niejako wielki trener, ale był rozpoznawalny. Miał prawo mieć swoje fochy, ale on podobno stał w mixed zonie do ostatniego polskiego dziennikarza. Zachował się super profesjonalnie. A jak się patrzy na to, co robi teraz to widać zupełnie inną twarz. I to jest właśnie cały Mourinho. Stracił poparcie milionów ludzi dzięki choćby zachowaniu w stosunku do Tito Vilanovy, czy paru wypowiedziom, ale też zyskał poparcie wielu myślących jak on. Powiedziałbym, że działa trochę na użytek publiczny, czasem wbrew swojemu charakterowi. Byleby tylko coś zdobyć. Zalicza się do ludzi, których kocha zamknięty krąg osób uwielbiający takie zachowania jak obrażanie, zupełną niekulturalność. On im się podoba właśnie za to. Wracając do historii, to ja o nim przeczytałem parę książek i mimo, że podchodzę do nich z dystansem bo wiemy po co i jak mogły powstać, ale podobno gdy nie ma przy Mourinho kamer, on się staje wzorowym ojcem i mężem. Mówiąc o Cristiano Ronaldo, można stwierdzić, że on już się w sumie powinien ożenić. Czasem myślę o nim, jak o dużym dziecku, które nie wie co ma zrobić z tymi swoimi milionami euro.
JB : Zadając ostatnie pytanie o piłkę, ten sezon przyniósł nam wiele pięknych meczów i starć pomiędzy drużynami powiązanymi historycznie. Była nawet szansa by w Superpucharze Europy obejrzeć mecz Realu z Ajaxem. Historia piłki trochę zatacza koło...
SS : Powiem tak - wielkie firmy nie rdzewieją. Są takie, których już nie ma. To może nie współgrać w konstrukcji gramatycznej, ale taka jest prawda. Te prawdziwie wielkie kluby z stabilnymi i mocnymi korzeniami wcześniej czy później się odradzają. Ja się w pewnym sensie też cieszę, bo to częściowo powrót do mojej młodości. Ja się wychowywałem na Realu, bo Barcelony jeszcze wtedy praktycznie ni było. Na pewno nie tak wielkiej. Na Manchesterze, Liverpoolu, Juventusie czy właśnie Ajaxie. I to jest to.
JB : Dopytam jeszcze o jedną niedającą mi spokoju sprawę. Kiedyś w wywiadzie, też na Targach Książki, ale tych w Krakowie powiedział mi Pan, że chciałby się zająć książką o szczegółach w futbolu, tle rozgrywek czy jego ubarwieniu jak rekwizyty w postaci strojów, ciekawostek. Plan upadł czy nadal myśli Pan o czymś podobnym?
SS : Wie Pan, planów to ja mam dużo. Ale zastanawiam się ile osób to kupi? Bo jednak takich osób jak ja nie ma dużo. Pomysłów tego typu mam więcej, ale obawiam się, że gdybym pisał taką książkę to sprawiałbym przyjemność tylko sobie i być może kupiło by to tylko kilkanaście takich wariatów jak ja. Ale dla nich warto żyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz